Jeśli należysz do większości, choć raz w życiu śniłeś sen, w którym okazywało się, że wokół Ciebie stoi mnóstwo ludzi, a Ty nie masz na sobie ani grama odzieży. Sen, w którym wstyd jest tak silny, że nie da się go znieść. To normalne i bardzo powszechne zjawisko.

Przypadkiem znalazłem się niedawno na koncercie, podczas którego musiałem opuścić salę, bo odczuwalny fizycznie poziom zażenowania był u mnie podobny. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, zniknąć, po prostu nie być. Byłem zdziwiony faktem, że zawodowi muzycy robią taką chałę. Uznałem, że w dorobku skądinąd znanej polskiej kapeli kilka słabych (tekstowo i muzycznie) utworów znaleźć się mogło z jednego powodu. Ktoś (skądinąd słusznie) zauważył, że rzeczy “proste” trafiają do większej liczby odbiorców. Potem, kierując się tą myślą usiadł przy biurku i napisał pięć kawałków, po których do dziś czuję się umysłowo zgwałcony. „Sprzedali się”, rzekłby zapewne przeciętny Janusz. Ja powiedziałbym inaczej. Chcieli się sprzedać, ale nie wyszło. Nie umieli się sprzedać.

Bo w radio furorę robią proste rzeczy.

Sądzę, że wiem, dlaczego tak się dzieje, ale żeby wyjaśnić, co w trawie piszczy, muszę trochę pogadać o sztuce. Postaram się, żebyś nie umarł z nudów.

Pioruny siarczyste we mnie uderzą za mieszanie sztuki i marketingu, ale jestem przekonany, że kluczem jest właśnie marketing. Najkrótsza definicja marketingu to “zaspokajać potrzeby, osiągając korzyści”.

Sknerus_McKwacz

Mówiąc o marketingu w sztuce w ogóle nie mam na myśli pieniędzy. Korzyścią jest satysfakcja z dotarcia do odbiorcy. Spierałem się z Marcinem Szymielewiczem, znakomitym rysownikiem, o takie podejście do sztuki. Każdy z nas do dziś obstaje przy swoim. Ku oburzeniu mojego kolegi sądzę, że dla odbiorcy warto się nagiąć. Chodzi mi o znalezienie balansu pomiędzy tworzeniem sztuki dla siebie, a tworzeniem „dla innych”. Można by ten temat zamknąć i uznać, że się sprzedałem. Proszę bardzo, tam są drzwi!

Gdy coś napiszesz, przyjemnie jest, gdy przeczyta Twój tekst przynajmniej jedna osoba. Sądzę, że z szacunku dla tej jednej osoby warto dołożyć starań i pewne rzeczy poukładać, doszlifować. To tyczy się według mnie wszystkich dziedzin sztuki. Ba! To tyczy się nawet pieczenia ciasta.

Uważam za błędny pogląd, że częścią sztuki nie może być marketing. Kojarzy się źle? Musisz to przeboleć. Sprzedajemy się nosząc takie, a nie inne ubrania, chodząc do fryzjera, sprzątając mieszkanie przed przyjściem gości, poprawiając kontrast na fotografiach. Gdy piszemy piosenkę, skracamy ją z dziesięciu minut do czterech, żeby nie zanudzić słuchacza na śmierć. To wszystko nic innego, jak marketing, jedynie rodzaj korzyści jest zmienny. Gdyby nie zabiegi tego typu, pewnie nadal siedzielibyśmy w lesie. Postrzegam marketing jak narzędzie. Tworząc, zmieniamy perspektywę, patrzymy oczami odbiorcy po to, żeby wyłapać rzeczy nudne, słabe, niedopracowane. Powiem więcej. Sądzę, że gdy sam marketing traktuje się jak część sztuki, można tworzyć rzeczy wielkie, bo zgodne własnym przekonaniem, odpowiednio skomplikowane, ale i zrozumiałe dla mas.

Mamy tu dwa przeciwstawne kierunki: tworzenia dla siebie i tworzenia dla odbiorcy. Moim zdaniem należy szukać równowagi pomiędzy nimi.

14727016296_f06062cd94_z

Zespół, o którym pisałem wyżej, przeliczył się. Tworzenie “dla innych”, bez wypływającej z serca treści jest skazane na porażkę. Z drugiej strony, tworzenie tylko dla siebie prowadzi na bardzo grząskie tereny sztuki nie dającej się zrozumieć. Zbiera mi się na wymioty, gdy widzę niektóre eksperymenty teatralne i performerskie. Nie wiem, dlaczego uważam, że teatr nie dający się zrozumieć, to słaby teatr. Tymczasowo wytłumaczę to słowami “bo tak”.

Wybacz mi ojcze, bo zgrzeszyłem. Interesuje mnie i sztuka, i marketing. Jestem skłonny skracać pierwotną wersję tekstów i utworów (których nie mam zbyt dużo), żeby efekt mojej pracy był dobrze zrozumiany przez jak największą liczbę osób. Ten artykuł po “pierwszym przebiegu” pisania był tak zagmatwany i nudny, że sam ledwie dałem sobie radę z jego powtórnym przeczytaniem.
Nadal jest nudny.

Możliwe. Ale zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby powiedzieć to, co chciałem w najbardziej przystępny sposób. Zawsze po takich zabiegach czuję wielką satysfakcję. Czy nie o to właśnie chodzi?

 


Autorka zdjęcia: Irene Grassi,
Licencja