Pewna przemiła osoba spytała mnie ostatnio na czacie, jak medytuję. Chciałem odpowiedzieć krótko, ale zdania płynęły jak rzeka. Postanowiłem więc stworzyć krótkie know-how dla początkujących medytatorów :) Zaczniemy od tego, co wówczas odpisałem:

„Najłatwiej skupić się na oddechu
I zauważać, jakie wrażenia w ciele wywołuje
Jak zaczynasz myśleć albo marzyć o czymś
Wracasz uwagą do oddechu
Chodzi o to, żeby wejść jak najgłębiej w teraźniejszość
A nie myśleć o przyszłości lub przeszłości
To powinno przyjść bez wysiłku
I dlatego jest trudne, bo na początku będziesz chciała się zmusić do bycia spokojną
A to w ten sposób nie będzie chciało zadziałać
Jak usiądziesz i się uspokoisz, możesz zauważyć, że poza napięciem w ciele i pływaniem myśli
Jesteś Ty
I nie chodzi tu o myślenie o sobie
Jest coś głębiej niż myślenie
Po prostu bycie
Po czasie możesz zauważyć te granice
I dojść do wniosku, że nie jesteś ani ciałem
Ani swoimi myślami, które są tak naprawdę zlepkiem wspomnień, marzeń i rzeczy, które widziałaś
Jak już to złapiesz
Możesz zejść na głęboki poziom, w którym umysł przestanie wywierać na Tobie presję
Bo uświadomisz sobie, że te myśli i tak robią co chcą
Możesz być obok tego
I obserwować
To jak z jeziorem
Na powierzchni fale robią co chcą, a głębia pozostaje cały czas spokojna
Na początku medytowania jest taki etap, że generalnie wszystko przestaje Cię obchodzić, ale to szybko przechodzi
I potem jest spoko
Jak umysł chce Cię wpędzić w zły nastrój, śmiejesz się mu w twarz
Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że nagle zaczniesz dokonywać innych wyborów i w ogóle wszystko naokoło zacznie się układać samoczynnie
A Ty będziesz się przy tym dobrze bawić
To tak mniej więcej o medytacji :)”

Medytuję przynajmniej 25 minut dziennie i jestem przekonany, że będę to robił do końca życia. Lepsze samopoczucie i uspokojenie myśli są pierwszą i najbardziej banalną korzyścią. Po pierwszym miesiącu „przesiadywania” złapałem się na tym, że w kontaktach z otoczeniem jestem coraz bardziej otwarty i nawet w sytuacjach, w których wcześniej traciłem równowagę, potrafię zachować nie tylko zimną krew, ale i optymistyczne nastawienie.

Toksyczni znajomi? Stres w pracy? Nieprzyjemny nastrój? Pfff. Serio. Jestem z natury cholerykiem, a dziś potrzeba naprawdę dużo, żebym czymś się przejął. Jeśli tak się stanie, wystarczą mi trzy minuty stania w kolejce w spożywczym, żeby się tego pozbyć. Swoją drogą, nawet stanie w kolejce potrafi być przyjemne.

[su_heading]Ksiądz zakazał, a mama krzyczy[/su_heading]
Wielu z nas to katolicy, a jak wiadomo, KK sceptycznie podchodzi do praktyk duchowo „importowanych”. Moim zdaniem nie ma potrzeby, żeby łączyć medytację i religię. Medytację można sprowadzić do oddychania i bycia świadomym tego, co dzieje się w ciele, umyśle i dookoła.

Ksiądz powie Ci na ten temat kilka zgoła innych zdań, generalnie będąc sceptycznym. Inny, bardzo konserwatywny ksiądz powie, że TO JEST SZATAN. Odbyłem z jednym kapłanem ciekawą rozmowę na ten temat. Faktem jest, że medytując, zaczniesz dochodzić do tego, w co wierzysz, a w co nie.

Znajdziesz w medytacji siebie. Jeśli siebie się obawiasz, nie medytuj. W takim wypadku współczuję, tym bardziej sądząc, że powinieneś. Pogląd prezentowany przez Kościół jest mi znany. Jeśli droga nie wiedzie przez Jezusa, nie jest to odpowiednia droga. Czy medytacja może prowadzić do zła i otwierać drzwi demonom? Moim zdaniem nie, ale kto tam wie. To dziwne pytanie. Gdyby spytać, czy Kościół zrobi z Ciebie ultrakatolika-wszystkofoba-nacjonalistę, odpowiedziałbym, że generalnie nie. Ale wszyscy wiemy, że może. Ilu ludzi, tyle poglądów.

Wszystkie drogi prowadzą do jednego celu: do życia w szczęściu i akceptowania wszystkiego, co jest, niezależnie, czy jest to ból, choroba, czy Johny Walker płynący z kranu. Zawsze jest jeszcze chrześcijańska medytacja.

 

Pozycja

Właściwie medytować możemy w każdej pozycji, choć dla osób początkujących najłatwiej będzie zwyczajnie usiąść. Po turecku, na krześle, na podłodze, jakkolwiek – byle było Ci wygodnie. Leżenie raczej się nie sprawdza, bo wmedytujesz się w sen :) Swoją drogą to wyeliminowało u mnie wszelkie problemy z zasypianiem.

Usiądź. Możesz położyć ręce na kolanach, tak jest najłatwiej. Medytacja Zen i różne odmiany buddyjskiej różnią się pozycją rąk, ale my tu się chcemy dobrze czuć, a nie zajmować pierdołami.

Oczy

Zamknięte, półotwarte, otwarte. Bez różnicy. Medytacja rozluźnia, więc prędzej czy później rozluźnienie dopadnie także powieki.

Oddech.

Oddychaj naturalnie. Nie staraj się na siłę uspokajać. Po czasie wydarzy się to samoczynnie. Najważniejsze, to niczego nie oczekiwać. W pierwszych krokach Zen liczy się oddechy od jednego do dziesięciu i od nowa, ale z doświadczenia wiem, że osoby myślące zbyt dużo wpadną w pułapkę umysłu i będą potem łazić po mieście i liczyć każdy wdech i wydech. U mnie tak było. Oddech jest najważniejszą i jednocześnie najmniej istotną rzeczą. Chcemy oddychać głęboko, ale robiąc coś na siłę przez dłuższy czas oddalamy się od tego, co w medytacji istotne, czyli od zwyczajnego bycia.

Myśli i ciało

Postępowania z umysłem i ciałem w medytacji uczę się każdego dnia. Jeśli jesteś spięty, postaraj się rozluźnić, siadając, ale jeśli spięcie pewnych części ciała będzie się utrzymywać, nie walcz z nim. Nie oczekuj, że medytacja będzie lepsza niż wczoraj. Będzie taka, jaka będzie.

Jesteś tu i teraz, wczoraj istnieje już tylko w wyobraźni i pogiętej kartce z kalendarza. Trudno jest określić słowami to, co powinieneś poczuć. Dlatego mówi się, że każdy jest mistrzem własnej medytacji. Bądź dla siebie wyrozumiałym nauczycielem. To, na czym warto się skupić, to jak najgłębsze wejście w „teraz”. Jeśli zaczniesz marzyć, lub zastanawiać się nad czymś, nie gań się za to. Po prostu wróć do chwili obecnej.

Poczuj ciało w całości. Jeśli nie jesteś w stanie, „skanuj” własną uwagą wszystkie części ciała. Skup się na dłoniach. Później na stopach. Plecach. Poskacz tak sobie i poobserwuj, co czujesz. Z czasem będziesz w tym coraz lepszy i zaczniesz skupiać swoją uwagę na tym, co dzieje się w całym ciele.

Jeśli jesteś nerwusem, tak jak ja, odkryjesz, że przez całe życie chodziłeś spięty. To spięcie niestety przekłada się na to, jaki jesteś dla siebie i innych. Brzmi niedorzecznie, ale wierz mi, że jeśli będziesz medytować regularnie, transformacji zacznie ulegać charakter.

Z myślami jest podobnie, jak z ciałem. Niedawno odkryłem, że właściwie można myśli, ciało i uczucia traktować w medytacji jako jedność. Zauważasz, że myślisz. Nie odganiaj myśli, ale też kurczowo ich nie trzymaj. Po prostu zauważ, że są. Wróć do chwili obecnej.

Chodzi o miejsce, w którym możesz być obserwatorem własnych myśli i uczuć, nie identyfikując się z nimi. Myśli są zlepkiem obrazów, słów i rzeczy, które wcześniej widziałeś. Nie jesteś swoimi myślami. Jesteś głębiej. W chwili, w której zaczniesz to odczuwać, będziesz na właściwej drodze.

Dobrym przykładem, na który wpadłem ostatnio, jest sposób, w jaki czytamy. Zauważ, że czytając ten tekst, prawdopodobnie masz w głowie jakiś głos, który „czyta razem z Tobą”. Sztuka szybkiego czytania polega na tym, żeby pozbyć się tego głosu. Widzieć tekst i rozumieć go, nie używając przy tym myśli. Spróbuj w ten sposób. To jest esencja medytacji z tym, że medytując, chcemy rozszerzyć uważność na umysł, ciało i wszystko, co naokoło nas. Przestrzeń w pokoju, dźwięki, sąsiadka tłukąca kotlety.

Kolosalnym odkryciem ostatnich dni było dla mnie to, że ból ciała, nerwy, niepokojące myśli i wszystko, co nieprzyjemne, może w medytacji pomóc, zamiast w niej przeszkadzać. Podejrzewam jednak, że osoby początkujące będą potrzebowały trochę czasu, zanim do tego dojdą. Zabawa robi się naprawdę ciekawa, bo coś, co wydawało się przeszkodą, okazuje się pomagać. Biegnąc na dystansie pięciu kilometrów odczuwałem napięcia w różnych częściach ciała. Uderzyło mnie, że atakujące mnie myśli „czy dobiegnę bez zatrzymania?” „czy nie zapomniałem o czymś dziś w pracy?” i inne przejawy mazgajowatości, tylko przywracają mnie do bycia „tu i teraz”, do bycia obecnym.

Z chwilą, gdy uświadamiasz, sobie, że myślisz… jesteś!

Don’t worry, be happy
Barack Obama


Autor zdjęcia: Konstantin Stepanov